RSS
czwartek, 16 sierpnia 2012

Plan na dzisiejszy dzień jest bardzo napięty: zwiedzanie Rygi i powrót do Warszawy z krótkim postojem w Kiejdanach. Do przejechania 680 km. Planowany czas przyjazdu na plac Bankowy to godz. 22, ale na razie wydaje się to mało realne.

Wyruszamy o 8. Z przewodniczką p. Stefanią chodzimy po Starówce 3 godziny, oglądając najbardziej znane miejsca:plac Ratuszowy, przepiękne secesyjne kamienice, Dom Bractwa Czarnogłowych, basztę Prochową, Bramę Szwedzką, koszary św Jakuba, dziedziniec konwentu, kamieniczki Trzej Bracia i Operę Narodową.

Przed gmachem Opery park z pięknie utrzymaną zielenią i pomnikiem przedwojennego burmistrza Dzordzsa Armitstedsa.

Ryska Starówka jest również wpisana na listę Unesco, ale w porównaniu z Tallinem Ryga generalnie rozczarowuje.

O 11 wyjeżdżamy w kierunku granicy z Litwą. Jedziemy przez południową Łotwę – Semigalię, kiedyś część Księstwa Kurlandii. W miejscowości Bauska mijamy ruiny zamku krzyżackiego.

Granicę z Litwą przekraczamy o 12.30. Mijamy rzekę Niewiażę, zwaną kiedyś Issą, oddzielającą Litwę od Żmudzi. Jedziemy boczną drogą, więc możemy z bliska zobaczyć jak wygląda litewska wieś. Obejścia skromne ale zadbane. Mijamy drogowskaz: Vodokty 10 km. Według Sienkiewicza z tej wsi pochodziła Oleńka z Potopu.

W Kiejdanach trochę dłuższy postój. Czeka tu na nas obiad: oczywiście cepelinyJ

O historii Kiejdan opowiada mieszkanka Kiejdan p. Irena, działaczka Związku Polaków na Litwie. Dostajemy na pamiątkę miejscową polską gazetę. Czas nas bardzo goni, na spacer mamy dosłownie pół godziny.

Potem ekspresowe zakupy – oczywiście chleb litewski i ser. Wyjeżdżamy w kierunku granicy o 15.30. Parę minut po 16 dojeżdżamy do Kowna. Do Warszawy zostało 396 km, jakieś 7 godzin podróży. Przejeżdżamy przez Niemen. Na przejściu granicznym Kalwaria Budziska jesteśmy o 17.15. Przestawiamy zegarki – w Polsce jest 16.15. Dalsza droga przebiega bez najmniejszych problemów. W międzyczasie zastanawiam się, dokąd się wybrać następnym razem…

W Warszawie jesteśmy o 21.30.

19:58, frugalesse_z_przekonania
Link Komentarze (2) »

Wschód słońca budzi nas o 3.30.

W Tallinie mamy być tylko do 13, więc zwiedzanie zapowiada się intensywnie. Witamy naszą miejscową przewodniczkę i jedziemy do Kadiorgu – pałacu zbudowanego w latach 1721-23 z rozkazu Piotra Wielkiego, mieszczącego obecnie Estońskie Muzeum Sztuki.

Spacerujemy chwilą po parku pałacowym.

Potem jedziemy do zbudowanego w 1960 roku amfiteatru zwanego Polem Śpiewu. Scena może pomieścić 30 tys. śpiewaków. W tym miejscu, w 1988 roku, w trakcie festiwalu śpiewu zapoczątkowana została tzw. śpiewająca rewolucja.

Jedziemy nad Zatoką Tallińską, w kierunku dzielnicy Pirita. Mijamy ruiny klasztoru św. Brygidy oraz centrum olimpijskie. W 1980 roku, podczas olimpiady w Moskwie, w Tallinie rozgrywane były zawody w dyscyplinach wodnych.

Wracamy do centrum i idziemy na spacer po Starym Mieście, wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najpierw Górne Miasto (Toompea): przy Lossi Plats, w Zamku Toompea z wieżą „Długi Herman" (Pikk Hermann) ma siedzibę Parlament Estoński. Po drugiej stronie placu - katedra Aleksandra Newskiego z XIX wieku.

Przy Kiriku Plats, znajduje się luterańska katedra św. Marii Dziewicy, znana również jako Toomkirik, najstarsza świątynia w Estonii.

 

Mijamy siedzibę rządu Estonii. Zatrzymujemy się przy tarasach widokowych i robimy trochę zdjęć.

Potem uliczką Długich Nóżek schodzimy do Dolnego Miasta.

Największą atrakcją są stare mury obronne. Idziemy na Plac Ratuszowy.

Przechodzimy obok słynnych kamieniczek Trzy Siostry:

I idziemy w kierunku Bramy Morskiej, przy której znajduje się tablica upamiętniająca brawurową ucieczkę okrętu ORP Orzeł z Tallina:

 Zwiedzanie kończymy przy baszcie Paks Margareeta (Gruba Małgorzata).


Przed odjazdem jest jeszcze trochę czasu na spacer urokliwymi uliczkami starówki.

 

 

 

Wysyłam pocztówki do bliskich, kupuję magnes na pamiątkę. Jeszcze szybkie zakupy w supermarkecie i kwadrans po 14 wyjeżdżamy. Do Rygi mamy 300 km. O 17 przekraczamy granicę w Ainażi i jesteśmy na Łotwie.

W Limbazi robimy przerwę i idziemy na spacer po plaży, nad Zatoką Ryską.

Około 19 dojeżdżamy do hotelu. Po kolacji idziemy na krótki spacer. Cały czas mamy przepiękną pogodę.

Dziś wyjeżdżamy z Petersburga. Ale jeszcze chcemy zwiedzić sobór Izaakiewski. Sobór budowano przez 40 lat, miał być główną świątynią Imperium Rosyjskiego. Jest czwartą co do wielkości świątynią na świecie. Na pokrycie złotej kopuły Soboru zużyto 100 kg złota.

Następnie prospektem Newskim i Moskiewskim wyjeżdżamy z miasta. Kierujemy się do Carskiego Sioła. Mijamy pomnik Obrońców Leningradu. Oblężenie trwało od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku, praktycznie dwa i pół roku.  Na początku oblężenia w mieście było prawe 2,5 mln mieszkańców. W listopadzie 1941 roku, gdy jezioro Ładoga skuł lód, utworzono tzw „Drogę Życia”, długości 300 km, dzięki której można było dostarczać zaopatrzenie do miasta oraz z czasem ewakuować ludność.  Racje żywnościowe były głodowe: 250 g chleba i miska polewki dla pracujących dorosłych i żołnierzy na froncie oraz 125 g chleba dla dzieci i niepracujących. Najcięższe miesiące miasta to styczeń i luty 1942. Z głodu i mrozu zmarło około miliona ludzi, z czego 600 tys. grobów znajduje się na cmentarzu w północnej części miasta.

Po drodze mijamy wzgórza Pułkowe – miejsce ciężkich walk w trakcie oblężenia.

W Carskim Siole mnóstwo turystów. Bilety do pałacu są na konkretną godzinę ale i tak swoje trzeba odstać. Ponieważ system rezerwacji z jakiegoś powodu nie uwzględnia liczebności grup, robią się zatory. Najpierw idziemy do parku Aleksandryjskiego.

Potem zwiedzamy pałac. Warto było poczekać. Budowę Carskiego Sioła rozpoczęto za czasów Katarzyny I, żony Piotra I, ale dopiero ich córka Elżbieta dokończyła to dzieło.

 

O 16.30 ruszamy w kierunku granicy z Estonią, do której jest około 120 km. Do Tallina mamy w sumie 300 km. O 19.30 wjeżdżamy na przejście w Narwie. Odprawa trwa godzinę. Wjeżdżamy do Estonii i przestawiamy zegarki.

Różnicę widać praktycznie od razu: koszone łąki, pola uprawne, ścieżki rowerowe. Jedziemy wzdłuż zatoki Fińskiej.

Do hotelu dojeżdżamy o 22. Hotel jest na obrzeżach miasta, nikomu się już nie chce jechać na spacer do centrum. Podobnie jak w Petersburgu są tu białe noce, jest piękne bezchmurne niebo, znów trudno zasnąć.

Zwiedzanie zaczynamy o 9 rano, od krążownika Aurora.

Potem jedziemy wybrzeżem Piotrowskim i mijamy pierwszy dom Piotra I – skromny budynek w którym zamieszkał po osiedleniu się w Petersburgu.

Zatrzymujemy się na placu Troickim, gdzie znajduje się Głaz Sołowiecki – pomnik poświęcony pamięci ofiar gułagów.

Głaz w kształcie słonia przywieziono z Wysp Sołowieckich - archipelagu na Morzu Białym, na którym w 1923 roku powstał pierwszy w ZSRR łagier dla więźniów politycznych (S.L.O.N. - Sołowieckij Łagier Osobiennogo Naznaczenija). Obóz ten dał początek Gułagowi. To tam po raz pierwszy zastosowano prace przymusowe.

Wjeżdżamy na most Trojski i drugą stroną Newy jedziemy do Ławry św. Aleksandra Newskiego. Ławra to najwyższej rangi prawosławny klasztor. Piotr I kazał przenieść i umieścić ciało Aleksandra Newskiego w specjalnym klasztorze. Legenda mówi, że klasztor postawiono w miejscu, gdzie Aleksander Newski zwyciężył Szwedów. W skład Ławry wchodzi między innymi sobór Trójcy Świętej, największa świątynia prawosławna Petersburga.

Zamiast zwiedzania Soboru, wybieram spacer po dwóch cmentarzach: najstarszym w mieście cmentarzu św. Łazarza (Łazariewskim), na którym pochowani są  między innymi Łomonosow i Euler.

 

oraz po cmentarzu Tichwińskim, gdzie odnajduję groby Czajkowskiego, Musorgskiego, Kryłowa, Rimskiego-Korsakowa i Dostojewskiego.

Grób Igora Strawińskiego

Grób Piotra Czajkowskiego

Grób Rymskiego-Korsakowa

Do centrum wracamy Newskim prospektem. Mijamy dworzec moskiewski oraz dom Wawelbergów, do którego przenieśli się z Warszawy. Przez 30 lat Hipolit Wawelberg kierował w Petersburgu filią domu bankowego swego ojca.

Idziemy na spacer do Ogrodu Letniego, założonego w 1704 roku.


Następnie wybieramy się do jednego z bardziej znanych zabytków Petersburga – do Świątyni Wniebowstąpienia Chrystusa (Zbawiciela na Krwi). Powstała w miejscu, gdzie zabito cara Aleksandra III w 1881 r. Otwarta po 20 latach konserwacji w 1998 r.  Niestety sobór jest w dniu dzisiejszym zamknięty, więc możemy go podziwiać jedynie z zewnątrz.

Potem jest trochę czasu na spacer wzdłuż kanału Gribojedowa, kawę, bliny z łososiem. Na 14 mamy bilety do Ermitażu. Po drodze naszą uwagę zwraca okazały budynek DLT ("Dom Leningradzkiego Handlu”). Taką nazwę w 1935 roku dostał dawny Dom Handlowy Gwardyjskiego Towarzystwa Gospodarczego (ul. Bolszaja Koniuszennaja, 21–23). W tej budowie, awangardowej pod względem zastosowanych w jej konstrukcji rozwiązań technicznych znaczący udział mieli polscy specjaliści.

W Ermitażu spędzamy 3 godziny.


Jest mnóstwo turystów. Średnio dziennie Ermitaż odwiedza 10 tys osób, a w dniu dzisiejszym od rana było już 17 tys. Nasz przewodnik p. Anatol spisuje się rewelacyjnie. Widać że zna to miejsce bardzo dobrze. Dopasowuje trasę do naszych preferencji i do tłumu. Idziemy tam gdzie akurat jest luźniej, a i tak możemy obejrzeć najciekawsze eksponaty. Pokazuje nam też swoje ulubione obrazy i rzeźby. Wśród turystów szaleństwo pstrykania zdjęć obrazów, co jest kompletnie bez sensu (jakość z reguły kiepska) i przeszkadza innym. Po Ermitażu podjeżdżamy do Sfinksów. Są autentyczne.  Przywieziono je do Petersburga wprost z Egiptu, odkryte zostały podczas prac archeologicznych w Tebach.

W drodze do hotelu zatrzymujemy się jeszcze na Placu Dekabrystów, gdzie stoi posąg Piotra I, z dedykacją „Piotrowi Pierwszemu Katarzyna Druga”. Wykuwał go przez 12 lat francuski rzeźbiarz Etienne Falconet z jednego granitowego bloku. Dzięki poematowi epickiemu Aleksandra Puszkina posąg nazywany jest Jeźdźcem Miedzianym. 


Po kolacji wybieram się na długi spacer. Jest przepiękna pogoda, wciąż świeci słońce. Jadę tramwajem nr 6, prospektem kronberskim, wysiadam przy moście Giełdowym. Idę bulwarem na wyspie Zajęczej.

 

Mostem giełdowym przechodzę na wyspę Wasilewską,  a następnie mostem dworcowym dochodzę do Placu Dworcowego.

Tu zaczyna się najstarsza część Prospektu Newskiego.

Mijam napis na murze z czasów oblężenia Leningradu, ostrzegający przed ostrzałem: "Obywatele! Przy ostrzale artyleryjskim ta strona ulicy jest najbardziej niebezpieczna". 

Podczas oblężenia Leningradu zginęło z głodu i od mrozu około 1 mln osób. Pamięć o tym jest nadal żywa. Ci co przeżyli mają specjalny status nadany przez władze radzieckie. 

Kawałek dalej znajduje się kawiarnia Literacka, związana z Aleksandrem Puszkinem, najwybitniejszym poetą rosyjskim. Tutaj Puszkin zjadł ostatnie śniadanie i stąd wyszedł na pojedynek w 1837 r., w którym zginął. Bywali tu także Fiodor Dostojewski i Michał Lermontow. Pełno turystów. 

Idę dalej, zachodzę do księgarni w kamienicy Singerów.

Niestety czas zbyt szybko upływa i trzeba myśleć o powrocie. Przy stacji metra Newskij Prospekt zatrzymuję się na chwilę, żeby posłuchać muzyki. Śpiewa 3-osobowy zespół. Wrażenie robi reakcja publiczności – prawie wszyscy śpiewają. I słowa i melodia wpadają w ucho.

Jest 23, słońce wciąż świeci. Wracam do hotelu. Trzeba się przebrać, bo za godzinę wybieramy się na rejs statkiem po Newie i po kanałach.

Rejs trwa półtorej godziny. To jedno z piękniejszych wydarzeń podczas całej wycieczki.

środa, 15 sierpnia 2012

Mieszkamy na wyspie Piotrogrodzkiej. Po śniadaniu jedziemy mostem Giełdowym na wyspę Wasilewską, żeby z cypla zrobić trochę zdjęć.

 W drodze do Soboru Morskiego mijamy Teatr Mariiński.

Pierwsze nabożeństwo w Morskim Soborze Św. Mikołaja odbyło się w 1770 roku, po zwycięstwie nad armadą turecką pod Czesną.

Po zwiedzeniu soboru wybieramy się do Peterhofu. Jedziemy ulicą Sadową, po drodze mijając miejsca i ulice bliskie kiedyś Puszkinowi i Mickiewiczowi. Na ulicy Kazańskiej, pod numerem 37, mieszkali jednocześnie Mickiewicz i Gogol. Przejeżdżamy przez Fontankę, po prawej stronie widać już zatokę Fińską. Po drodze mijamy sklep firmowy browaru Riazin. Następny obiekt to Łuk Triumfalny, wybudowany w 1812 roku, żeby witać żołnierzy wracających z Narwy, z wojny z Napoleonem. Tu był zatrzymany do kontroli Adam Mickiewicz, o czym wspomniał w III części Dziadów.

Wjeżdżamy na prospekt Staczek. Po prawej stronie gigantyczne zakłady przemysłowe im. Kirowa.

Kawałek dalej widzimy sporą inwestycję „Perła Bałtyku”. Kompleks meszkalno-biurowy budują Chińczycy na podstawie umowy zawartej 5 lat temu.

Jedziemy brzegiem zatoki Fińskiej.

Przed Peterhofem przejeżdżamy jeszcze przez miejscowość Strylna, z pałacem wielkoksiążęcym. Pałac odbudowano w 2 lata i obecnie posiadłość jest morską rezydencją prezydenta Rosji.

Peterhof to przepiękny zespół architektoniczny i parkowy, urządzony na ponad 1000 hektarów. Nazwa Peterhof oznacza tyle co podwórko Piotra I. Uroczyste otwarcie tego miejsca, ukochanego przez cara Piotra I, miało miejsce w 1723 roku, zaledwie 2 lata przed jego śmiercią. W Peterhofie różnica poziomów wynosi 16 m, wykorzystano to do zasilania przecudnych fontann wodą. Źródło znajduje się na Wzgórzach Ropszyńskich, 24 km na południe i dostarcza wody dla 150 fontann. Następnie woda trafia do morza. Dzienne zużycie wody to 100 tys. metrów sześciennych.

W Peterhofie na parkingu wita nas dźwięk Mazurka Dąbrowskiego. Uliczni grajkowie zorientowali się że przyjechała grupa z Polski i wyciągnęli odpowiednie nuty. Oczywiście zostali sowicie wynagrodzeni J

Zwiedzamy Peterhof: spacerujemy po parku, podziwiamy fontanny:

 

 

oraz Mon Plaisir, ulubiony pałac Piotra I, położony nad samym brzegiem zatoki fińskiej:

Do głównego pałacu nie wchodzimy. Wszędzie pełno ludzi, z całego świata. Przepiękny obiekt, świetnie utrzymana zieleń. Widać, że mnóstwo pracy w pielęgnację jest wkładane.

Aczkolwiek obsługa niezbyt miła.  Przed odjazdem mamy trochę czasu wolnego. Można zjeść lody, coś bardziej konkretnego, albo obejrzeć pamiątki. Jest bardzo drogo i jakość rzeczy taka „bazarowa”.

O 13.30 odjeżdżamy. Jedziemy w kierunku Kronsztadu. Mijamy miasto Łomonosow, kiedyś zwane Orienbaum. Stąd pochodził Łomonosow.

Wjeżdżamy na tamę na zatoce fińskiej.

Jesteśmy 26 km od Kronsztadu. Część drogi to tunel pod zatoką. Tunel jest dość niski, 4 m wysokości. Został otwarty jesienią 2011 roku. Za tunelem mijamy port kontenerowy. Wjeżdżamy do Kronstadu. Kiedyś było to miasto garnizonowe. Jest ciekawe samo w sobie. Zatrzymujemy się na chwilę, idziemy zwiedzić morski sobór św. Mikołaja. Sobór oglądamy tylko z zewnątrz gdyż jest zamknięty z powodu renowacji. Podziwiamy sobór a szczególnie ogromną, pozłacaną kopułę, wysoką na 70,6 m.

Na środku placu przed soborem znajduje się pomnik w kształcie piramidy, poświęcony poległym marynarzom z Kronsztadu. Każda z 3 stron upamiętnia ważne zdarzenie dla tego miasta: 1905-6 – rewolucja lutowa, 1917 – rewolucja październikowa, 1921 – powstanie kronsztadzkie. Powstanie trwało od 28 lutego do 18 marca 1921. Bolszewicy pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego pokonali zbuntowany garnizon miasta i stacjonującą tam Flotę Bałtycką. 


Na placu intensywne prace porządkowe – przygotowanie do święta marynarki w dniu 21 lipca.

Wracamy do Petersburga. Są godziny szczytu, miasto zakorkowane . Zatrzymujemy się na Placu Sztuk, miejscu bliskim Adamowi Mickiewiczowi.

Robimy godzinną przerwę. Jest czas na jedzenie, kupno pamiątek, itp. Ja wolę przejść się po Newskim prospekcie, który do tej pory znałam tylko ze słyszenia.

Potem już wszyscy razem idziemy do soboru Kazańskiego. Po drodze mijamy kościół św. Katarzyny, miejsce ważne dla Polaków. W 1798 roku, w obecności Pawła I i carskiej świty pochowano tu, w podziemiach, Stanisława Augusta Poniatowskiego, ostatniego króla Polski, który ostatnie lata życia spędził w Petersburgu. Udaje się nam wejść do kaplicy, gdzie umieszczona jest pamiątkowa tablica. W tej kaplicy co roku, w dniu 3 maja spotykają się Polacy mieszkający w Petersburgu.

Idziemy do Soboru Kazańskiego, zbudowanego jako pomnik zwycięstwa Rosji nad Napoleonem. Jest w nim przechowywana Kazańska Ikona Matki Boskiej. Była ona z feldmarszałkiem Kutuzowem podczas wojny, w szczególności błogosławiła żołnierzy przed bitwą pod Borodino. Kutuzow jest pochowany w Soborze Kazańskim.

Sobór Kazański to ostatni punkt bardzo napiętego programu tego dnia. Wracamy do hotelu. Pada deszcz. Po kolacji nieliczni wybierają się na spacer.

Po śniadaniu pakujemy bagaże do autokaru i idziemy zwiedzać miasto. Obok hotelu, w Kożewnikach, jest cerkiew Piotra i Pawła z 1406 roku i od niej zaczynamy.

 Idziemy w kierunku Kremla. W parku przystajemy przy fontannie, upamiętniającą legendę o Satce, złotej rybce i carze morza.

Potem mijamy pomnik S. Rachmaninowa, który z Novgorodu pochodził. Wchodzimy na teren Kremla, zwanego „Detines”, który jest wzmiankowany w kronikach już w XI wieku.

Podczas gdy przewodnik opowiada o historii tego miejsca, podchodzi do mnie miejscowy i zachęca do obejrzenia panoramy miasta z drugiej strony rzeki. Zaczynamy rozmawiać. Gdy dowiaduje się że jesteśmy z Polski uśmiecha się i mówi że był w Polsce kilka razy, bardzo mu się podobało, a najbardziej smakowało mu polskie jedzenie J.

Wchodzimy na dziedziniec, uwagę zwraca pomnik tysiąclecia Rosji z 1862 roku.

W tym roku we wrześniu Rosja będzie obchodziła 1150 lecie państwowości. Za moment powstania Rosji uznaje się rok 862, gdy kniaź Ruryk założył w Novgorodzie swoją stolicę. O 9.45 zaczynają grać dzwony dzwonnicy cerkwi św. Zofii.

Podobno Rachmaninow wspominał, że najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa to gra właśnie tych dzwonów. Grają tylko 2 razy dziennie więc mamy szczęście.

Idziemy do soboru św Zofii.

Na kopule tej cerkwi znajduje się kamienny gołąb. Legenda głosi, że gołąb leciał nad miastem, i gdy zobaczył tysiące ciał po rzezi Iwana Groźnego – skamieniał. Na kopule zamieszczona jest replika gołębia. Wedle słów naszego przewodnika oryginalna kopuła została zniszczona w 1942 roku i gołąb trafił do Hiszpanii. Odnaleziony przypadkowo w 1992 roku, został zwrócony i teraz leży w cerkwi przy ołtarzu. Pięcionawowy sobór św. Zofii jest drugim (po soborze w Kijowie) najstarszym kamiennym soborem w Rosji, z 1045 oku. Główne wejście do soboru ozdabiają drzwi płockie z XII wieku.

W Płocku od 1982 znajduje się wierna ich replika. Idziemy w kierunku mostu, po drodze słychać muzykę – minęliśmy szkołę muzyczną im. Rachmaninowa. Przechodzimy na prawobrzeżną stronę miasta, zwaną Targową, po drodze robimy trochę zdjęć. Teraz jesteśmy na terenie dawnego dworu Jarosława. Przechodzimy obok fontanny upamiętniającej państwa należące do Hanzy.

Podziwiamy kilka cerkwi:

Ruszamy w dalszą podróż. Do Petersburga wjeżdżamy o 15. Jedziemy Moskiewskim Prospektem. Witamy naszego przewodnika p. Anatola, który będzie z nami aż do naszego wyjazdu z miasta. Mijamy Łuk Triumfalny, wybudowany na cześć żołnierzy wracających z wojen, między innymi z tłumienia powstań w Polsce. Dojeżdżamy do centrum i zatrzymujemy się w sklepie z pamiątkami.

 

Następnie jedziemy do Soboru Smolnego, ufundowanego przez carową Elżbietę.

Potem w kierunku Fontanki jedziemy ul. Szpalernają, jedną z najstraszniejszych ulic Leningradu przed wojną. Miały tu siedzibę NKWD, KGB oraz więzienie śledcze. To tutaj setki kobiet (m. in. Anna Achmatowa) wystawały godzinami, żeby podać swoim mężczyznom pakunek jedzenia… Anna Achmatowa napisała: „W czasie strasznych lat terroru Jeżowa siedemnaście miesięcy spędziłam w kolejkach przed więzieniami.” To doświadczenie było inspiracją dla poematu Requiem.

Wjeżdżamy nad Fontankę, widać ogród letni, którego rekonstrukcję niedawno zakończono. Oryginalne rzeźby marmurowe przeniesiono do muzeum, a w ogrodzie rozmieszczono plastikowe kopie. Ale i tak robi wrażenie.

Jedziemy do twierdzy pietropawłowskiej, zwiedzamy Sobór Piotropawłowski i pozostałe obiekty twierdzy.

 Po zwiedzaniu jedziemy na nocleg, kilka najbliższych dni spędzimy w Domu Salezjańskim. Po kolacji wybieramy się na krótki spacer. Co prawda jest biała noc, ale pogoda nie dopisała – cały wieczór pada deszcz.

Przed 9. Wyjeżdżamy i po drodze podjeżdżamy do moleny – staroobrzędowej świątyni. Jest niedziela, trwa nabożeństwo. Nie chcemy przeszkadzać, jesteśmy tam tylko chwilę.

Opuszczamy Dyneburg. Miasto zrobiło na mnie przygnębiające wrażenie – praktycznie nie widzieliśmy ludzi. Przy wyjeździe po lewej stronie jest cmentarz katolicki na którym jest kwatera polskich legionistów.

Mijamy drogowskaz: 35 km w prawo jest Krasława, miasto z którym związana była Emilia Plater. Stąd wyruszyła do Powstania Listopadowego. Do granicy mamy ok. 100 km. Mijamy Rzeżycę (Rezekne) – ostatnie większe miasto przed granicą z Rosją. Jest tu polska szkoła, jedna z dwóch na terenie Łatgalii, na której jesteśmy.

O 11 dojeżdżamy na granicę Łotwa-Rosja w Grebnevie. Odprawa zajmuje 1,5 godziny. Znów przestawiamy zegarki o godzinę do przodu i wjeżdżamy do Rosji, do Pskowskiej Obłastii. Po przejechaniu granicy zatrzymujemy się na pierwszej stacji benzynowej, żeby zatankować i wymienić pieniądze. Dla niektórych to pierwszy kontakt z rosyjskimi toaletami i ciężki szok ;)

Jedziemy do Pskowa, jednego z najstarszych miast Rosji. Przedmieście jak w typowym postsowieckim miasteczku. Niby jest posprzątane, ale niechlujnie, nierówne chodniki, dziurawy asfalt.

Z miejscowym przewodnikiem idziemy do soboru Troickiego z XVIII wieku i na Kreml z najstarszą częścią kamiennych obwarowań z XIII wieku. Zajmuje nam to półtorej godziny.

Potem czas na obiadokolację i jedziemy do Wielkiego Novgorodu, gdzie mamy nocleg. Novgorod jest uznawany za kolebkę Rosji. Ale przedtem oglądamy Psków z okien autokaru. Typowe miasto, nic ciekawego, nie ma na czym oka zatrzymać. W przeciwieństwie do Dyneburga jest trochę ludzi na ulicach więc wrażenie nie jest tak przygnębiające.

Po drodze do Novgorodu mijamy zaniedbane wsie i praktycznie same nieużytki. Nie widać ani pól uprawnych ani koszonych łąk, ani przemysłu. Jakieś 50 km przed Novgorodem przejeżdżamy przez miasteczko którego szpetota zapuszczenie i niechlujstwo poraża całą grupę.

Ok 22 dojeżdżamy do hotelu. Jest piękna pogoda więc idziemy na spacer żeby zobaczyć rzekę i Kreml. Dzień kończymy w irlandzkim pubie, oglądając mecz Anglia-Włochy.

Z Warszawy wyjeżdżamy o 7.30. Grupa nie jest duża i do tego okazuje się że pilotem jest p. Irena, z którą w zeszłym roku byłam na Białorusi. Na dokładkę piękna, słoneczna pogoda. Nie za gorąco, idealnie na podróż. Zapowiada się udany wyjazd. W dniu dzisiejszym mamy do przejechania 620 km.

 O 10. Pierwszy postój pod Łomżą. W międzyczasie po drodze p. Irena opowiada o Broku, o Wyszkowie, o rotmistrzu Pileckim, który związany był z Ostrowią Mazowiecką, o Łomży z której pochodziła Hanka Bielicka i o Nadbużańskim Parku Krajobrazowym.

W Augustowie żegnamy pierwszego kierowcę, p. Radka. Dalej wieźć nas będzie p. Artur.

Mijamy Szczuczyn, w którym w 1700 zostało założone kolegium pijarskie. Teraz jest tu kościół i klasztor Pijarów. W Szczuczynie istniał pierwszy w Polsce zakład dla głuchoniemych, który w 1816 roku został przeniesiony do Warszawy.

Przejeżdżamy przez Rajgród, miejscowość agroturystyczną z jeziorem rajgrodzkim. Wjeżdżamy na teren tzw. Jaćwieży właściwej – od X wieku zajmowany przez Jaćwingów.

W Polsce zatrzymujemy się jeszcze raz, w Szypliszkach, żeby wymienić walutę.

Aktualne kursy 

O 13 przekraczamy przejście w Budzisku i wjeżdżamy na Litwę. Przestawiamy zegarki na czas lokalny, o 1 godzinę do przodu. Przed nami jeszcze około 300 km drogi. Monotonny krajobraz. Wyludnione wsie i miasteczka, praktycznie nie widać ludzi.

Do Dyneburga (już na Łotwie) dojeżdżamy o 19. Zakwaterowanie i kolacja. Planowane jest zwiedzanie z przewodnikiem, ale mamy jeszcze chwilę żeby w okolicy hotelu się przejść, porobić zdjęcia i odwiedzić jedyny czynny sklep. Jest sobota wieczór, miasto (drugie co do wielkości po Rydze, 100 tys mieszkańców) kompletnie wymarłe.

Witamy naszego przewodnika, p. Stanisława i ruszamy na objazd po Dyneburgu. Główna atrakcja to twierdza, której budowa rozpoczęta była w 1810 roku. Rozległy teren w fatalnym stanie technicznym, w trakcie renowacji. Robimy rundę po wałach i przy okazji trochę zdjęć.

Następny postój na Słobódce - przy krzyżu Legionistów, ustawionym 11 listopada 1992 roku w miejscu gdzie kiedyś był cmentarz polskich obrońców Dyneburga przed bolszewikami. Pochowanych zostało tutaj 20 żołnierzy I Dywizji Legionów Polskich, walczących z bolszewikami o oswobodzenie Dyneburga 3 stycznia 1920 r., a także 151 nieznanych żołnierzy polskich należących do starej armii rosyjskiej, zabitych w czasie I wojny światowej.

Władza sowiecka w latach 70. kości z cmentarza użyła do budowy dróg, min na odcinku Dyneburg-Demene (granica z Litwą). Na miejscu cmentarza zrobiono wysypisko śmieci…

P. Stanisław opowiada jak doszło do wybudowania i odsłonięcia pomnika, jakie pertraktacje z miejscową władzą trzeba było prowadzić, np. czy orzeł może być wykonany z brązu czy musi być żelazny. Zostaje też wspomniana postać śp. Andrzeja Przewoźnika. Dzięki jego staraniom, w okolicy Dyneburga zostały krzyżami oznakowane miejsca pochówku polskich legionistów z 1920 roku.